Czasem wszystko zaczyna się od przypadku. W przypadku Sylwii i Fabiana Gawina był to… rój pszczół, który trzynaście lat temu postanowił zamieszkać pod podłogą domu dziadka Pana Fabiana. Początkowo domownicy próbowali się z nim uporać – brat Pana Fabiana przez cały dzień walczył z nieproszonymi gośćmi, co zakończyło się dla niego serią bolesnych użądleń.
Ostatecznie pszczoły same zdecydowały o przeprowadzce. Wyroiły się spod podłogi i osiadły na pobliskim drzewie ...
Czasem wszystko zaczyna się od przypadku. W przypadku Sylwii i Fabiana Gawina był to… rój pszczół, który trzynaście lat temu postanowił zamieszkać pod podłogą domu dziadka Pana Fabiana. Początkowo domownicy próbowali się z nim uporać – brat Pana Fabiana przez cały dzień walczył z nieproszonymi gośćmi, co zakończyło się dla niego serią bolesnych użądleń.
Ostatecznie pszczoły same zdecydowały o przeprowadzce. Wyroiły się spod podłogi i osiadły na pobliskim drzewie orzecha włoskiego. Tam udało się odnaleźć królową i cały rój trafił do pierwszego ula. Nikt wtedy jeszcze nie przypuszczał, że właśnie w tej chwili zaczyna się historia pasieki.
Spokojny rozwój, krok po kroku
Od tamtej pory pszczelarstwo stało się ważną częścią życia Państwa Gawinów. Pierwszy ul z czasem doczekał się kolejnych, a wiedza zdobywana krok po kroku przerodziła się w prawdziwą pasję.
– I tak to się właściwie zaczęło. Jeden ul, a potem powoli kolejny i kolejny i teraz mamy około czterdziestu rodzin pszczelich – wspomina Pan Fabian. To właśnie taki spokojny rozwój jest dla nich najważniejszy.
W poszukiwaniu najlepszych pożytków
Poza sezonem ule stoją w Rafałówce, jednak w czasie intensywnych pożytków pasieka zmienia się w pasiekę wędrowną. Państwo Gawina przewożą swoje ule w różne miejsca województwa podlaskiego, szukając najlepszych warunków dla pszczół.
Część uli trafia na tereny rolnicze, część do lasów, gdzie wśród drzew można znaleźć lipy czy akacje. Pszczelarze mają też zaprzyjaźnione miejsca, do których wracają co roku. Ich ule można spotkać między innymi w okolicach Białegostoku, w Kurianach, Szudziałowie, Michałowie czy w Nowej Łuplance. Jednym z ciekawszych punktów jest również plantacja borówek, na którą pszczoły są zapraszane w czasie kwitnienia.
Pszczoły pod czujnym okiem
W kilku ulach zamontowane są specjalne wagi, dzięki którym Państwo Gawina mogą na bieżąco obserwować, jak zmienia się masa ula. To pozwala śledzić intensywność pracy pszczół i oceniać, czy pożytek jest obfity, czy raczej skromny.
W przyszłości – zgodnie z rozmowami z lokalnymi rolnikami – istnieje też szansa na ustawienie uli przy uprawach facelii, które pojawiają się w planach kolejnych sezonów.
Naturalne produkty z pasieki
W ofercie pasieki znajdują się przede wszystkim produkty pszczele w ich naturalnej formie. Państwo Gawina oferują miody, pyłek pszczeli oraz pierzgę.
W zależności od roku i warunków pogodowych zmienia się także dostępność miodów odmianowych. Najczęściej pojawiają się miody: wiosenny, wielokwiatowy oraz gryczany. W tym sezonie dołączyły do nich również miody borówkowy i leśny. W innych latach zdarzały się także miody akacjowe, lipowe czy spadziowe – wszystko zależy od tego, co w danym roku przyniesie natura.
Pasja po godzinach
Co ciekawe, pszczelarstwo nie jest dla Państwa Gawinów głównym zajęciem zawodowym. Oboje pracują w swoich profesjach, a pasieką zajmują się po godzinach. To jednak właśnie ten czas spędzony przy ulach daje im najwięcej satysfakcji.
Wiele rzeczy wykonują samodzielnie. Własnymi siłami zbudowali między innymi domek do uloterapii – miejsce, w którym można odpocząć w otoczeniu uli i wsłuchać się w spokojny szum pszczół.
Poza sprzedażą część produktów powstaje także na potrzeby własne rodziny. Państwo Gawina wykonują między innymi świece z wosku pszczelego, a ostatnio podjęli też pierwsze próby przygotowania naturalnych mydełek z dodatkiem wosku w formie prezentów rodzinie.
Pszczoły mimo wszystko
Historia tej pasieki ma też jeden zaskakujący wątek. Pani Sylwia z czasem uczuliła się na jad pszczeli i obecnie przechodzi proces odczulania. Mimo to nadal aktywnie uczestniczy w życiu pasieki.
Bo w tej rodzinie pszczoły są czymś więcej niż tylko zajęciem – są częścią codzienności, która rozwija się spokojnie, z roku na rok, dokładnie tak, jak chcą jej właściciele. Małymi krokami, ale z ogromną radością z każdego kolejnego ula i każdego słoika miodu.
Tekst i fot. Paulina Dąbrowska, Podlaskie Centrum Produktu Lokalnego