Są takie miejsca, w których od pierwszych chwil czuć coś więcej niż tylko pracę – czuć więź, ciepło i prawdziwą radość bycia razem. Taka właśnie jest pasieka Miody Korycińskie, prowadzona przez Państwa Dorotę i Radosława Krynickich wraz z dziećmi – Patrykiem i Nicolą. W pasiece pomaga także żona syna, a nawet najmłodsze pokolenie - wnuki Państwa Krynickich mają już swoje małe stroje pszczelarskie. To nie tylko zajęcie, ale wspólna przestrzeń spotkań, rozmów i budowania rodzinnej ...
Są takie miejsca, w których od pierwszych chwil czuć coś więcej niż tylko pracę – czuć więź, ciepło i prawdziwą radość bycia razem. Taka właśnie jest pasieka Miody Korycińskie, prowadzona przez Państwa Dorotę i Radosława Krynickich wraz z dziećmi – Patrykiem i Nicolą. W pasiece pomaga także żona syna, a nawet najmłodsze pokolenie - wnuki Państwa Krynickich mają już swoje małe stroje pszczelarskie. To nie tylko zajęcie, ale wspólna przestrzeń spotkań, rozmów i budowania rodzinnej tradycji.
Wszystko zaczęło się około ośmiu lat temu – od ciekawości i potrzeby świadomego życia. Impulsem była praca Pani Doroty o pszczołach i zapylaczach. Choć temat nie porwał całego środowiska, w domu Krynickich zadziałał inaczej. – Chcieliśmy wiedzieć, co jemy – wspomina Pani Dorota, a to wystarczyło, by zrobić pierwszy krok. Reszta potoczyła się już naturalnie.
W rytmie natury i rodziny
Pasieka ma charakter wędrowny. Zimą pszczoły odpoczywają w Korycinie oraz częściowo w Mielnikach, w pobliżu lasu. W sezonie wyruszają w teren – tam, gdzie natura daje najwięcej. Jednym z najważniejszych miejsc jest gospodarstwo w Białousach, gdzie znajduje się plantacja borówki. To właśnie stamtąd pochodzi ich sztandarowy miód borówkowy – czysty, charakterystyczny i rozpoznawalny.
Poza tym pszczoły trafiają na grykę czy słonecznik, zawsze w porozumieniu ze sprawdzonymi rolnikami. Rzepak omijają świadomie – ze względu na intensywne opryski. To decyzje, które pokazują, jak bardzo zależy im na jakości i bezpieczeństwie produktów.
Dziś pasieka liczy około 55 rodzin pszczelich, w tym także młode, rozwijające się jeszcze ule. Pracy nie brakuje, ale – jak podkreślają – najważniejsze jest zdrowie pszczół. Dlatego starają się prowadzić pasiekę możliwie naturalnie, wykorzystując zioła i kwasy.
Miód, który łączy ludzi
W ofercie Miodów Korycińskich znajdują się miody, pyłek, propolis i wosk, ale to nie wszystko. W sezonie pojawia się także miód w plastrach, a coraz większym zainteresowaniem cieszą się miody kremowane oraz te z dodatkiem owoców liofilizowanych. Wśród nich można znaleźć również wyjątkową „miodową nutellę” – połączenie miodu, orzechów laskowych i kakao.
Ich miody mają w sobie coś jeszcze – historię miejsca. Wielokwiat z korycińskich łąk pachnie ziołami, gryka ma wyrazisty charakter, a w dobrych latach pojawia się także miód lipowy z Parku Plebańskiego czy leśny spadziowy.
Produkty można kupić bezpośrednio w pasiece, na jarmarkach i wydarzeniach regionalnych, a także w zaprzyjaźnionej agroturystyce. Klienci wracają – często jeszcze zanim zacznie się sezon, składają zamówienia „na zapas”. To najlepszy dowód zaufania.
Pasieka, która przyciąga ludzi
Na jarmarkach Państwo Kryniccy pojawiają się z ulem pokazowym, który przyciąga uwagę najmłodszych i budzi ciekawość dorosłych. To nie tylko sprzedaż, ale też rozmowa, edukacja i dzielenie się pasją.
Z uśmiechem wspominają jedną z klientek, która odwiedzała ich na każdym wydarzeniu. Za każdym razem kupowała miód w plastrach – powtarzając, że pomógł jej w problemach z przyzębiem. Takie historie zostają z nimi na długo i są częścią tej codziennej, pszczelarskiej opowieści.
Plany, które dojrzewają
Choć pasieka stale się rozwija, wszystko dzieje się etapami. Państwo Kryniccy wciąż pracują zawodowo, a pszczelarstwo rozwijają równolegle, krok po kroku. W planach mają stworzenie pełnoprawnej pracowni oraz domku do apiterapii – miejsca odpoczynku i kontaktu z naturą.
Jednocześnie nie przestają się uczyć – uczestniczą w konferencjach, szkoleniach i aktywnie działają w Sokólskim Kole Pszczelarzy.
Bo Miody Korycińskie to coś więcej niż produkcja miodu. To historia rodziny, która znalazła wspólną pasję wśród pszczół – spokojną, naturalną i pełną troski.
Fot. z uprz. Państwa Krynickich, Tekst Paulina Dąbrowska, Podlaskie Centrum Produktu Lokalnego