Historia firmy Karmel sięga 1989 roku. Przez ponad dwie dekady była prowadzona przez Pana Szymona i Panią Krystynę, którzy z ogromnym zaangażowaniem rozwijali markę aż do momentu, gdy w 2015 roku – z myślą o zasłużonej emeryturze – zdecydowali się przekazać ją dalej. Los sprawił, że nowym rozdziałem tej historii zajęła się Pani Marta wraz z rodziną, a dokładniej ze swoją mamą, Panią Aliną. Przyjacielskie relacje z poprzednimi właścicielami sprawiły, że decyzja o przejęciu firmy była ...
Historia firmy Karmel sięga 1989 roku. Przez ponad dwie dekady była prowadzona przez Pana Szymona i Panią Krystynę, którzy z ogromnym zaangażowaniem rozwijali markę aż do momentu, gdy w 2015 roku – z myślą o zasłużonej emeryturze – zdecydowali się przekazać ją dalej. Los sprawił, że nowym rozdziałem tej historii zajęła się Pani Marta wraz z rodziną, a dokładniej ze swoją mamą, Panią Aliną. Przyjacielskie relacje z poprzednimi właścicielami sprawiły, że decyzja o przejęciu firmy była jednocześnie naturalna i… bardzo odważna.
Skok na głęboką wodę
Początki nie należały do najłatwiejszych. Pani Marta miała zaledwie kilka miesięcy, by przyjrzeć się funkcjonowaniu zakładu, zanim w lipcu przejęła stery. Jej wcześniejsze doświadczenie z produkcją ograniczało się do krótkich praktyk studenckich, dlatego – jak sama dziś przyznaje – „Wtedy nie wiedziałam na co się piszę. To był duży krok”. Z perspektywy czasu wspomina ten moment z uśmiechem, choć wtedy nie było w nim nic lekkiego.
Ręczna praca i pierwsze wyzwania
Jednym z największych zaskoczeń okazała się ogromna ilość pracy ręcznej. Lizaki były przepalane i pakowane niemal wyłącznie manualnie, a stary park maszynowy bywał zawodny i kapryśny. To właśnie wtedy zapadła decyzja o stopniowym unowocześnianiu zakładu. Od lat firma konsekwentnie inwestuje w nowe urządzenia, usprawniając procesy, ale nie tracąc przy tym rzemieślniczego charakteru wyrobów.
Smak, który przywołuje wspomnienia
Karmel specjalizuje się w lizakach i cukierkach twardych – wszystkim, co wyrasta z karmelu, cukru i syropu glukozowego. To słodycze, które przywołują wspomnienia dzieciństwa, festynów i momentów, gdy lizak oglądało się pod słońce, zachwycając się jego kształtem i kolorem. Ręcznie wykonywane wyroby mają w sobie coś wyjątkowego – każdy z nich jest nieco inny, niepowtarzalny.
Naturalne składniki i nowe kierunki
Firma nie stoi jednak w miejscu. Coraz większy nacisk kładzie na naturalność składu, zastępując barwniki syntetyczne naturalnymi. W planach są również produkty bezcukrowe na bazie izomaltu oraz nowość w ofercie – pozyskiwana z pyłków kwiatów, szczególnie ceniona przez rodziców ze względu na brak barwników i delikatny skład.
Zmiany rynkowe i nowy etap
Przed 2020 rokiem produkty Karmelu trafiały głównie za granicę – m.in. do Niemiec, Czech i Bułgarii. Zmiany rynkowe po pandemii sprawiły jednak, że firma dziś na nowo buduje swoją pozycję, koncentrując się na dostosowaniu do aktualnych realiów. Choć nie prowadzi sprzedaży detalicznej, a działa wyłącznie w modelu fakturowym, zdarza się, że klienci sami odnajdują firmę i dzwonią z pytaniem o możliwość zakupu większej ilości produktów – co najlepiej świadczy o ich jakości.
Plany na przyszłość
Plany na przyszłość są ambitne i bardzo konkretne: własny sklep internetowy, dalszy rozwój linii bezcukrowej oraz słodycze wzbogacone o witaminy. Wszystko to realizowane spokojnie, krok po kroku, z dużą uważnością na potrzeby rynku.
Karmel to dziś nie tylko marka słodyczy, ale też historia rodzinnej odwagi, cierpliwości i wiary w to, że nawet bardzo duży krok można wykonać z sercem – a wtedy efekty przychodzą naturalnie.
Tekst i fot. Paulina Dąbrowska, Podlaskie Centrum Produktu Lokalnego